Rozmowa z Olivierem Venturini
Stron: 1 2
Marcin Krasnowolski: Olivier, jak zaczęła się twoja kariera reżysera reklam? Olivier Venturini: Zacząłem dawno temu, pracowałem w branży i początkowo kręciłem skromne reklamy, zamawiane przez różne państwa. Potem zrealizowałem parę własnych projektów i wreszcie zacząłem dostawać więcej zleceń. Takie były początki.
Czy skończyłeś szkołę filmową? Niestety nie i bardzo tego żałuję. W szkole miałbym okazję poeksperymentować, nabrać więcej wiary w swoje zdolności twórcze, oraz wyrobić sobie znajomości z ludźmi z mojego pokolenia. Tymczasem zacząłem pracę w środowisku, w którym nikogo nie znałem, a kiedy już ktoś ci płaci za pracę, musisz ją wykonać i nie możesz sobie pozwolić na brak rezultatów.
Co cię inspiruje, podczas kręcenia reklam? Myślę, że wszystko, co widzę, może mnie zainspirować. Dużo innych reklamówek, filmy, sztuka i, przede wszystkim, współczesna fotografia – oto źródła mojej inspiracji.
Czy uważasz, że reklama telewizyjna może być sztuką? Nie. To nie jest sztuka, to jest rzemiosło. Reklamówki mogą być świetnie zrobione, czasami są naprawdę dobre, ale zawsze będą tylko reklamami. Pracujesz z klientem i to on ma decydujące zdanie w każdej kwestii. Możesz tylko spróbować zasugerować swoją wizję.
Najwięksi filmowi reżyserzy, na przykład Scorsese czy Fellini, kręcili reklamy. Czy ich dzieła też są tylko produktami? Zawsze starasz się być najlepszy, w tym, co robisz, ale ja nie uważam, aby reklama była sztuką. Sztuka polega na czym innym. To nie jest coś, co robisz na zamówienie i za co ci płacą. Możesz być bardzo dobry w kręceniu reklam, od czasu do czasu zrobisz coś świetnego, ale to wciąż będzie reklama. Chodzi wyłącznie o to, aby sprzedać produkt w telewizji tak dobrze, aby ludzie go zapamiętali, zanim go kupią.
Realizujesz reklamy na całym świecie. Czy różnice pomiędzy poszczególnymi krajami, jeżeli wziąć pod uwagę techniczną stronę tworzenia reklam, są duże? Niektóre kraje są bardziej doświadczone od innych. Mają więcej sprzętu, bardziej wykwalifikowaną ekipę, i – co za tym idzie – w tych krajach pracuje się znacznie łatwiej. Ze wszystkich miejsc jakie znam, najlepszymi miejscami do pracy są Los Angeles i Kapsztad w RPA. Po nich wymieniłbym Anglię, Hiszpanię, Francję, Niemcy, Buenos Aires oraz Pragę.
A jak wspominasz pracę nad reklamą dla polskiej firmy „Mieszko”? Reklama kręcona była w Kijowie… To było trudne dla całej ekipy. W storyboardzie zaplanowanych było zbyt wiele ujęć na jeden dzień zdjęciowy. To było zbyt ambitne przedsięwzięcie w stosunku do czasu jaki mieliśmy i wszyscy wiedzieliśmy o tym. Z drugiej strony świetna współpraca z klientem pomogła nam zakończyć pracę sukcesem.
Z których spośród wszystkich swoich realizacji jesteś najbardziej zadowolony? Myślę, że z reklamy „Haka” dla producenta whisky William Lawson’s, oraz z reklamy dla Nur Die.
Czemu właśnie z tych? Mają ciekawy scenariusz i są dobrze zrealizowane.
Jakie trendy obserwujesz w światowej reklamie? Czy reklama internetowa będzie dominować w niedalekiej przyszłości? Nie. Nie rozumiem, czemu ludzie mieliby wchodzić do Internetu, żeby oglądać reklamy, chyba że te naprawdę wyjątkowe. W sieci jest tyle ciekawszych rzeczy. Widz telewizyjny nie może łatwo uciec od reklam, ponieważ są one puszczane w trakcie filmu czy wiadomości; to niestety skutkuje wieloma nudnymi reklamami. W przypadku Internetu, agencje reklamowe muszą być znacznie bardziej kreatywne, żeby przykuć uwagę – nikogo nie da się zmusić, żeby wszedł na stronę i obejrzał reklamę. Co więcej nie ma tej obsesji, że reklama musi być zrozumiała dla jak największej liczby ludzi, a takie myślenie powoduje spadek kreatywności. Internet pozwala na więcej wolności, ponieważ wciąż w produkcję i wyświetlanie tych reklam nie wkłada się dużych pieniędzy. Dzięki temu są one bardziej pomysłowe i nie tak bardzo sformatowane. W telewizji, jeżeli klient wyda fortunę na to, żeby wyemitować reklamę, niechętnie podejmie ryzyko czegoś nowego, raczej nie będzie próbował zaskoczyć, bojąc się, że zniechęci odbiorców. Trendy w reklamie internetowej są bardzo pozytywne, ale nie wydaje mi się, aby zastąpiła ona reklamówki telewizyjne. Chyba że telewizja przeniesie się do Internetu i będziemy oglądać ją w komputerze, albo na odwrót.
Więc klasyczne, 30 sekundowe reklamy są niezagrożone i nadal będą kręcone? Tak, naprawdę tak sądzę. Myślę, że na potrzeby europejskiego rynku kręci się coraz więcej reklam i nie zauważam, aby to się miało zmienić. Te reklamy nie znikną w najbliższej przyszłości. Kiedyś kręciliśmy reklamy dla jednego kraju, teraz kręcimy dla pięciu, czy sześciu. Żeby ten sam pomysł przeszedł we wszystkich krajach, potrzeba dużo badań focusowych, oraz opinii wielu osób. Cierpią na tym oryginalne pomysły.
Stron: 1 2


